Ryba na wakacjach oraz loty multicity

Wspomniałam w poście z Panem Jaszczurem, że jedziemy na wakacje. 
Jedziemy, człowiek musi czasem odpocząć w innej rzeczywistości i otoczeniu. 
Plan jest taki – najpierw krótki trek rowerowy w Nepalu, wskok do Dubaju po zmianę rzeczy oraz na koncert Black Sabbath a potem wziuuu do Tajlandii przez Singapur.

Opowiadał nam kolega, że loty multicity dobrze wychodzą finansowo. Zaczęliśmy sprawdzać i … tak urodziły się nasze wakacje, bo to faktycznie jest prawda, ale…
jest jedno ale – nie można mieć ‘portu startowego’ w mieście macierzystym linii lotniczych!

Dla przykładu nasza trasa jest następująca:
Dubaj – Singapore – Bangkok (w Tajlandii postój kilkanaście dni), następnie Bangkok – Singapore (postój kilka dni) – Dubaj.

Cena zaproponowana przez Emirates Airlines (mających swój hub w Dubaju) 14.000 dirhamów
Cena za tą samą trasę, powtarzam tą samą od linii Singapore Airlines – 2.700 dirhamów!!!
Jeżeli dodać do zapytania dla Emirates jako lotnisko początkowe i końcowe Muskat w Omanie – cena spada do 2900 dirhamów – to jest niebywałe!

Moja rada – jeżeli planujecie wakacje z wieloma przystankami sprawdźcie, bo może to się na prawdę opłacić!

Nepal – pierwsza część, już się nie mogę doczekać! W tamtym roku zakochałam się w Nepalu i bardzo się cieszę, że tam wracam! Tym razem, jak już pisałam wcześniej, krótki trek rowerowy przez park narodowy w dolinie Katmandu.

Tajlandia – ach najem się tak, że pęknę 🙂 Kocham tajską kuchnię! Będę jeść i jeść 😀 W planie mamy środkową Tajlandię. Na razie wiemy tylko, że lądujemy w Bagkoku, wypożyczamy auto i jedziemy do Kanchanaburi. Tam mamy zarezerwowany jedyny nocleg – bo potem to będzie już żywioł. Parki narodowe, słonie, wodospady, trochę świątyń i dużo, dużo zieloności 😀 Będę chłonąć tą zieloność wszystkimi porami, wszystkimi zmysłami, całą sobą – tak za zielonością tęskni się na pustyni! Na pewno zostawimy sobie też czas na sam Bangkok – wiecznie żywe i nie zasypiające nigdy miasto. 

A przed powrotem do domu zapoznanie się z Singaporem, kilka dni w luksusie 🙂 Trafiło się ślepej kurze ziarno i akurat w tych datach jak tam będziemy mają wiosenną mega promocję w hotelu Marina Bay Sands. Zobaczymy czy ten Singapore taki straszny jak go malują – tzn. czy ta wilgoć w powietrzu faktycznie taka nie do wytrzymania.

Będę robić zdjęcia i potem się nimi z Wami podzielę, jak również wrażeniami 🙂 Nie obiecuję jak ostatnio, że będę pisać podczas wakacji, gdyż nie wiem czy będę 🙂 Ostatnio zapomniałam haseł dostępowych (ups!) i nawet nie mogłam pisać 🙂 Nie będę miała ze sobą laptopa, a z tych przenośnych ustrojstw, szczerze, pisać nie lubię. Postaram się wrzucać zdjęcia na facebookowego funpage albo instagram – ale to będzie zależeć od dostępności wifi. Mam dwa posty zaplanowane do publikacji, czekają napisane i opublikują się w zadanych im datach 🙂

Ja opuszczam Was na prawie 4 tygodnie, ale za to wrócę z masą zdjęć. Zacznę je publikować w drugiej połowie czerwca – będzie tutaj ciekawie!

Share: