Ayutthaya – dawna stolica Syjamu

Ayutthaya – a właściwie Phra Nakhon Si Ayutthaya, była stolicą kraju przez 417 lat przez co obecnie jest jedną z dużych atrakcji turystycznych, właśnie dzięki swojemu historycznemu znaczeniu. Wiele ze zrujnowanych świątyń powstało za panowania króla U-Thonga, który założył to miasto w 1350 roku.

Przez te 417 lat zamieszkiwało Ayutthayę 33 króli z różnych dynastii. Było tak aż do 1767 roku kiedy to Birmańczycy zdobyli miasto i zrównali wiele budynków z ziemią. 

Historyczne serce miasta zostało objęte ochroną i wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1991 roku.

Miasto to opierało się inwazji Birmy przez wiele lat dzięki swojemu usytuowaniu na ‘wyspie’ między rzekami.

Poniżej zdjęcia ze Wat Ratchaburana. Słowo wat to po porostu świątynia.

Jak widać zaczęli odtwarzać część zdobień zniszczonych podczas najazdu birmańczyków. Jest dużo opisów tego jak wyglądała Ayutthaya ponieważ było to ważne miasto jeżeli chodzi o handel i przybywało tutaj wielu europejczyków. Co ciekawe królowie ustawili się świetnie w tym handlu, gdyż oni mieli prawo pierwokupu wszystkiego co przypływało oraz królewskie towary sprzedawały się jako pierwsze. Wiązało się tym to, że to w zasadzie król wyznaczał ceny.

Dary, gdzieś widziałam piwko też stało w ‘kapliczce’.

Wat Thammikarat

Aby sprawniej poruszać się pomiędzy poszczególnymi świątyniami wypożyczyliśmy sobie skuter. Był to pierwszy raz kiedy jeździłam takim pojazdem! Ale zabawa! Co prawda na początku trochę się bałam, ale potem nawet postanowiłam prowadzić. Z pasażerem jeździ się ciut trudniej, szczególnie kiedy waży on dużo więcej niż kierowca, ale dałam radę 🙂

Posąg króla Uthonga

A tu ryba z rybami papierowymi 🙂

Szalenie mi się podobają te doniczki ‘oczka wodne’

Wat Phra Si Samphet
Chyba najładniejsza świątynia. Polecam wziąć audio przewodnika, ciekawych rzeczy można się dowiedzieć min. o tym jak funkcjonowało społeczeństwo, a było dość ciekawie podzielone i bardzo uporządkowane.

Budynki otoczone takimi płytami były budynkami sakralnymi do których mogli wchodzić tylko mnisi (nie pamiętam niestety jak oni te obeliski nazywają).

Poniżej pozostałość z wielkiego posągu siedzącego Buddy, w zasadzie zostały tylko nogi. Niesowite jest to, że posągi te budowane były z malutkich cegiełek a potem pokrywane betonem.

Wat Lokayasutharam, posąg leżącego Buddy.

A twarz ma jak król Julian 😀

Przed kolosem jest miniaturka, na którą można przylepiać patki złota.

A to jakaś z działających świątyń, napotkana po drodze 🙂

Forteca Phet

Mając już trochę dość łażenia po świątyniach postanowiliśmy pojeździć po mieście, zjeść obiad gdzieś gdzie nie ma turystów i poczuć atmosferę miasteczka.

Autobus 

Po jakimś czasie znowu skusiły nas świątynie pozaznaczane na mapie 🙂 Mieszka się tu buddyzm z hinduizmem na każdym kroku.

Kolejny leżący Budda tym razem pod dachem

Wat Phu Khao Thong

a to król Naresuan

i jego koguty – czy ktoś z Was wie o co chodzi z tymi kogutami w Tajlandii?

Trochę im chyba opada na bok 🙂  Pierwotnie ta  świątynia zbudowana była przez króla Ramesuana w 1387 roku. Kiedy w 1569 miasto zostało przejęte przez birmańczyków, król Hongsowadi przebudował ją na styl birmański jako świadectwo jego zwycięstwa. Następnie kiedy Tajowie odzyskali panowanie nad Ayutthayą, król Boromakot znowu przebudował ją na styl tajski na podstawie zachowanych starych fundamentów.

Koguty – tym razem prawdziwe 😀

Mnisi przy pracy

Paweł postanowił wejść na górę, niestety ubrany jest w barwy maskujące 🙂

I przez te barwy nie widać, że sobie tam stoi u góry!

Ciężka wspinaczka 😉 nie wiem czemu zbudowali sobie takie wysokie stopnie!

Ta kropeczka tam na szczycie schodów to ja 🙂

Objeździliśmy całe miasteczko, jak również wybraliśmy się aby zobaczyć pomnik królowej Suriyothai, który był na obrzeżach mapy którą dostaliśmy (obrzeża okazały się być oddalone o jakieś 40 km od miasta). Wyjechaliśmy więc naszym skuterem na drogę szybkiego ruchu 🙂 co najgorsze okazało się, że pomnik do którego chcemy się dostać jest po drugiej stronie tejże drogi szybkiego ruchu. Tubylcy stwierdzili, że musimy przeciąć tu drogę i pojechać jakieś 500-700 m pod prąd, bo następna ‘zawrotka’ jest za jakieś 20 km. Hmmm tak też zrobiliśmy 🙂 Zupełnie po azjatycku, z duszą na ramieniu najpierw przecięłam 3 pasy drogi szybkiego ruchu jadące w jednym kierunku, potem kolejne 3 jadące w drugim kierunki i poboczem pomknęliśmy pod prąd ku wjazdowi do parku! Odetchnęłam jak już znaleźliśmy się na parkingu! Dla tubylców może to normalka, w końcu robią to codziennie, ale dla mnie było to ogromne przeżycie 🙂

A poniżej królowa Suriyothai, niezbyt piękną kobietą była, lub niezbyt fortunnie został oddany jej wygląd 🙂

Pomnik ten mieści się w pięknym parku z jeziorem oraz ścieżkami do biegania, jeżdżenia na rowerze czy rolkach i boiskami. Miłe miejsce na odpoczynek po pracy.


Na tym zakończyliśmy zwiedzanie starożytnej Ayutthaya, wieczorem wybraliśmy się do pub’u alby napić się pysznej tajskiej Singh’i i ustalić plan na dzień następny 🙂








Share: