Przemyślenia na koniec roku

Koniec roku to czas na podsumowania. Warto pomyśleć co było dobre, a co można byłoby zmienić, nad czym popracować itd. To także czas na postanowienia na nowy rok :) Szczerze mówiąc nigdy nie postanawiam nic nowo rocznie. Często trudno potem się ich trzymać, a jak nie wychodzi to człowiek czuje rozczarowanie. Najgorsze postanowienia noworoczne to ‘będę się odchudzać’ czy ‘ rzucę palenie’ – najczęściej się nie udaje to postanawiającym i powoduje frustracje. Ja na szczęście nie musiałam nigdy się odchudzać lub rzucać palenia :)
 
Generalnie rok 2014 muszę uznać za udany :) Zwiedziliśmy kawałek świata, praca się kula do przodu, robimy co lubimy i dobrze nam razem :)
Obejrzałam sobie zdjęcia z całego roku i zrobiłam mały patchwork :) Nie mam ani jednego zdjęcia ze stycznia, a szkoda. Muszę zacząć je robić – może projekt jedno zdjęcie dziennie – coby potem pamiętać co i jak. A oprócz tego może jakiś mały kolaż roczny z tego zrobię :) 

Luty – wyprawa do największych wydm w Emiratach. Początek pustyni Rub Al Khali czyli największej pustyni piaskowej na świecie i również najbardziej roponośnego miejsca Ziemi.
Wydmy tam wyglądają jak karpatka (takie ciasto), a słone jeziora robią niesamowite wrażenie! W nocy było bardzo zimno, jak to na pustyni w głębi lądu.
Marzec – dwa razy w roku pogoda zmienia się z ciepłej na gorącą i na odwrót. Zazwyczaj jest to związane z gęstą mgłą o poranku, która utrzymuje się kilka dni. Dubaj tonący we mgle wygląda magicznie! Poniższe zdjęcia zrobiłam z mojego balkonu. Mgła utrzymuje się do około 9-10 rano, tworzy ona problemy komunikacyjne i jest przez nią masę wypadków. Ale widoki magiczne.
Kwiecień to polowanie na panoramy miasta, wschody i zachody słońca. Oprócz tego wycieczka do Ras Al Khaima i do Omanu oraz przygotowania do wyjazdu do Nepalu.
 
Maj udowodnił mi, że nie jest tak źle z moją kondycją :) W sumie to sama sobie to udowodniłam! Przetrwałam Nepal na rowerze i muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobało! Kupiliśmy po tym wyjeździe rowery i jeździmy (a przynajmniej się staramy) dość regularnie.
Małpki są cudowne nieprawdaż :) Jedna napadła na mnie w nepalskiej świątyni i dość mocno się przestraszyłam, ale dalej uważam je za cudowne!
Czerwiec i dalsza część naszej przygody. Wpadliśmy na chwilę do Dubaju na koncert Black Sabbath, a potem wyruszyliśmy do Tajlandii i Singapuru.
Singapur to miasto dość podobne do Dubaju. Z jedną małą różnicą jest tam zielono i to bardzo. Park na parku, parkiem pogania, wielkie piękne drzewa – cudownie. Pogoda podobna chociaż może jednak lepsza – cały rok temperatura w okolicach 30 stopni, ale dość duża wilgotność. Dubaj to piekarnik w lecie (może być i 50 kilka stopni), potworna wilgotność pod koniec lata i wczesną jesienią oraz dość zimny styczeń – chyba Singapur jednak lepszy. No i w Singapurze czuje się duszę miasta. Ale nie myślcie że Dubaj jest bez duszny, nie to nie prawda, ale trzeba tu pobyć aby ją zobaczyć!
 
Tajlandia – zielona, pachnąca, kolorowa z przyjaznymi tubylcami :) Na pewno będę tam wracać! Dodatkowo kocham tajską kuchnię – a uliczne jedzenie jest tam chyba najlepsze na świecie! Pad Thai od pani z ulicy smakuje nieziemsko dobrze! 
Potem nastały wakacje i moja miesięczna wizyta w Polsce na 80te urodziny mojego Taty :) Było super, a wakacje z rodzicami i siostrami w Sopocie (czyli tam, gdzie się poznali i zakochali w sobie moi rodzice) na prawdę się udały. Wizyta w Polsce owocowała w spotkanie z przyjaciółmi i wszystko było ekstra oprócz pogody. Niestety przyjechałam jak pogoda się już zepsuła i marzłam przez ten miesiąc okrutnie!
Zaraz po powrocie z Polski wybyłam na Sri Lankę. Kraj ryżu i curry również mnie zachwycił. Chyba łatwo się zachwycam :) Albo po prostu świat jest taki piękny. Jest bardzo piękny i nie można się z tym kłócić! Lankijczycy są przyjaźni i łatwo się z nimi dogadać, gdyż mówią wszyscy po angielsku :)
Październik i delfiny. Wycieczki do Khasabu są super, trzeba jechać rano aby zobaczyć te osoby nie będące ludźmi, ale warto! Oprócz delfinów jest tam również fiord. Tak tak fiord taki jak w Norwegii tyle, że w Omanie, no i jeszcze jest mniej zielono niż w Norwegii, ale pięknie!
Listopad – Indonezja, kraj kawy i wulkanów. I kolejne zauroczenie, a może tym razem prawdziwa miłość! Marzę o tym aby tam wrócić! W Indonezji jest 47 wulkanów, a my zdobyliśmy tylko dwa – powodów do powrotu mamy więc sporo :) 
Grudzień i Indonezji ciąg dalszy. Zobaczyć warany z Komodo zwane także smokami, to było marzenie z dzieciństwa! I jak widać marzenia się spełniają! Oprócz tego nurkowanie tam to jak oglądanie ‘Gdzie jest Nemo’ na żywo – ale to już na bank pisałam we wcześniejszych postach. 
Tego nie wiecie pewnie, ale woda to jeden z żywiołów, którego się boję. Jak byłam mała topiłam się i mam ogromny respekt przed wodą. Postanowiłam zawalczyć z moimi lękami i zamierzam zrobić PADI, właśnie w Indonezji :) Hmm a może jednak mam jakieś postanowienie noworoczne!
Potem nadeszły święta. Spędziliśmy je daleko od domu, ale na szczęście wśród przyjaciół więc było śmiesznie, wesoło i świątecznie! Nie wiem jeszcze gdzie spędzimy noc sylwestrową. Opcji jest kilka, a my ciągle myślimy. Pewnie będzie to decyzja spontaniczna i podjęta na ostatnią chwilę. Sylwester na pustyni brzmi super, ale boję się, że będzie bardzo zimno. Hmmm trzeba to dobrze przemyśleć!
Tyle podsumowań i przemyśleń końca roku. Mam nadzieję, że Wasz też był dobry.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


*