Wietnam część 1, wstęp

Wietnam jest super :) I albo ludzie się zmienili, albo my mieliśmy szczęście i trafiliśmy na samych miłych :)
 
Kraj jest przedziwny, bo niby komuna, ale zupełnie inna niż my ją znamy z naszego podwórka. Bardziej bym powiedziała, że wygląda to tak jakby mafia, która już tak nie do końca podąża ‘świetlistą ścieżką socjalizmu’ rządzi tym państwem. Wszyscy młodzi z którymi rozmawialiśmy nie są zachwyceni ustrojem i chcieli by demokracji – jak ćmy do ognia lecą to tej idei, która jak wiemy z własnego doświadczenia nie bardzo się sprawdza w praniu.
 
Ulice Hanoi są pełne ludzi i bardzo głośne, ale w sumie nie zauważa się tego dopóki nie wejdzie się np. do Świątyni Literatury – wtedy cisza uderza w uszy!
 
Pierwszego wieczoru, zaraz po przylocie poszliśmy szukać czegoś do jedzenia. Było już dość późno (myślę, że koło 22). Problem był taki, że wszystkie miejsca wszędzie zajęte, a uliczne żarło-dajnie otwarte góra do północy. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsce.
 
 
Każda knajpka ma takie oto jak widzicie na powyższym zdjęciu małe stoliczki i stołeczki. Może małym z reguły Wietnamczykom się na tym wygodnie siedzi, ale ja miałam problem co z nogami począć. Widziałam chłopaka, na kolo ze 2 metry, wyglądał komicznie z kolanami przy uszach :) Ale cóż jak chcesz zjeść i się napić – wyjścia nie ma :) Pierwszego wieczoru nie odważyliśmy się wypić bia hoi – tutejszego piwka sprzedawanego na szklanki – cena to 5000 dongów, co w przeliczeniu na nasze wychodzi około 85 groszy. Ale w kolejnych popełniliśmy wszystkie niedozwolone rzeczy i problemów żołądkowych nie było – chyba przyzwyczajamy się do azjatyckiej flory bakteryjnej :) 

Hanoi Beer jest na prawdę zacne :) Sajgon mniej nam smakował, ale też nie najgorsze.
Przydatne informacje:
waluta to wietnamski dong – 1,00 zł = 5856,65 dongów, warto pamiętać, że nie przyjmują pomazanych banknotów, nie mają problemów ze starszymi banknotami, ale pomazanych nie chcą (mówię o dolarach amerykańskich)

wizę można załatwić albo w ambasadzie, albo promesę wizową przez stronę www – my użyliśmy www.myvietnamvisa.com – tam znajdziecie jaka jest opłata (jak aplikuje grupa jest mniejsza), następnie z taką promesą, wypełnionym druczkiem i zdjęciem o wymiarach 4 cm na 6 cm udajemy się po przylocie do okienka, składamy papiery i czekamy na wizę, przy odbiorze trzeba zapłacić dodatkowo 45 USD za wstemplowanie tej wizy do paszportu
transport z lotniska – na pewno można inaczej, ale my wzięliśmy taksówkę, mają taksometry więc nie ma problemy, trzeba tylko powiedzieć, żeby tego taksometru użył. Z lotniska do starego miasta to około 30 km i opłata wynosi od 308000 dongów w górę – zależy od korporacji.


Dziś to na tyle, postaram się wrzucać coś regularnie, choć ostatnio ciut zajęta jestem.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


*