Drugi dzień na jeziorze Inle – część 5

5

Pływające ogrody Inle to bardzo ciekawa rzecz. Aby rybacy, którzy mieszkają na jeziorze mieli łatwy dostęp do warzyw, postanowiono zacząć uprawiać je na wodzie.

1

Aby zbudować pływające grządki, łączone są ze sobą maty bambusowe. Na te maty nakładany jest muł z dnia jeziora. Po zbudowaniu takiej grządki potrzeba około 6 miesięcy i możemy zacząć uprawę. Aby trzymały się one razem przymocowane są do dna długimi bambusowymi tyczkami.

2

Wyobraźcie sobie , że około 80% pomidorów w Myanmarze pochodzi właśnie z pływających ogrodów jeziora Inle!

Jezioro jest coraz bardziej komercyjne. Dużo restauracji, zakładów produkcyjno-pokazowych dla turystów. Doprowadzony jest prąd, a na chatach pojawiają się anteny satelitarne. Cywilizacja dotarła na wody jeziora. Poniżej pracownia wytwarzająca parasole z papieru.

7

Tutaj Pan toczy rączkę parasola.

A Pani zdobi czaszę parasolki płatkami bugenwilli.

Shot with DxO ONE

Kobiety z plemienia Karen z długimi szyjami.

Biedulka

13

Jeżeli chodzi o kobiety z plamienia Karen to słyszałam dwa wytłumaczenia czemu te obręcze mają służyć. Pierwsza – obręcze miały chronić je przed atakami tygrysów. Bo podobno tygrysy rzucają się tylko do szyi ofiary – wierutna bzdura! Po pierwsze po co te obręcze pod kolanami w związku z tym? A po drugie – facetom nie rzucały się do szyi te tygrysy? Druga – może ciut mniej niedorzeczna, ale również raczej bez sensu. Aby ‘ochronić’ swoje kobiety przed zazdrosnymi spojrzeniami mężczyzn z innych plemion mężowie postanowili aby nosiły te obręcze gdyż wtedy będą mniej atrakcyjne – szkoda gadać. Plemię to żyje w Tajlandii i w Myanmarze i w obu tych krajach można spotkać długoszyje kobiety. Bidulki strasznie się męczą, gdyż te obręcze są ciężkie, ranią ramiona i powodują zanik mięśni trzymających głowę, tak więc nie można ich ściągnąć! Obecnie unieszczęśliwia się te kobiety dla pieniędzy, gdyż są atrakcją turystyczną. Okropne to, ale prawdziwe. Niestety często taka kobieta zarabia swoją innością o wiele więcej niż mógłby zarobić jej mąż, także to na nich spoczywa wyżywienie rodziny.

15

To nakrycie głowy jest noszone przez członków plenienia Naga.

16

18

Oczywiście zakupiłam sobie taki szaliczek na głowę ;)

Myślę, że nasza podróż wypadła w ostatniej chwili przed zalewem ruchem turystycznym. Turystów jest sporo, ale jeszcze można ich uniknąć i mieć do czynienia głównie z lokalną ludnością.

Boję się, że za kilka lat Inle straci swój niepowtarzalny urok i zostanie zabudowane hotelami niczym włoskie wybrzeże np w Rimini.

Popłynęliśmy też na brzeg jeziora odwiedzić interesującą świątynię, a w zasadzie zespół wielu pagód. Część jest zniszczona przez trzęsienia ziemi.

DSC_1006

DSC_1009

DSC_1012

DSC_1013

DSC_1014

DSC_1017

DSC_1020

DSC_1021

DSC_1022

DSC_1023

I jęzora mi pokazała :D

DSC_1025

DSC_1040

DSC_1050

DSC_1058

DSC_1072

DSC_1073

DSC_1079

Nowiutka pośród staruszków.

DSC_1086

DSC_1094

Mają w sobie jakiś mistyczny urok.

DSC_1096

DSC_1099

Paweł

DSC_1102

To ja też :)

Te poniżej należą do ‘najmłodszych’ i oblegają świątynię.

DSC_1110

DSC_1111

DSC_1112

DSC_1127

DSC_1128

Wracając na jezioro spotkaliśmy kąpiących się chłopców…

DSC_1137

Shot with DxO ONE

… i kąpiące się woły…

DSC_1144

… wszyscy lubimy zażyć kąpieli w upalny dzień :) a co!

DSC_1148

DSC_1155

Kolejne uprawy, wygląda to na jakieś kaktusy.

DSC_1175

Połów

Shot with DxO ONE

Rodzinnie

Shot with DxO ONE

Na zakupy, a może do pracy…

Tyle z jeziora Inle i okolic. Następny krok to droga do Mandalay.

16.02

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


*